17 lutego 2014

Tekst o jeżdżeniu na stopa, który warto przeczytać. Poppy w niebezpieczeństwie.

Budziki nie zdołały postawić mnie na nogi. Zmartwiłam się, bo uciekł mi pociąg. Usiadłam zaspana przecierająca oczy. Koło mnie Anioł. Jak wspaniale się koło niego budzić. Musiałam się jakoś dostać do domu. Nie chciałam kolejnej kłótni z mamą. Szybko skorzystałam z łazienki i razem z Aniołem poszliśmy na drogę wylotową z miasta. Nie lubię pożegnań. Z daleka sobie kiwaliśmy. Czekał, aż wsiądę do jakiegoś samochodu. Niedziela rano, jeden samochód na pięć minut. W końcu zatrzymała się biała furgonetka. W środku siedział przemiły, starszy pan. Akurat jechał przez Starogard, gdzie chciałam się właśnie dostać. Rozmawialiśmy o pogodzie, o tym, że póki jest się młodym to trzeba korzystać z życia. Dopiero, kiedy przejechaliśmy przez Waćmierek zaczęłam się bać. W tym mieście na poboczach stoją prostytutki. Facet mówił tylko o seksie do końca podróży. Jakby tego było mało wyciągnął rękę w kierunku mojego uda, zaczął je dotykać i kierować się w stronę mojego krocza. Powiedziałam mu, że ma zabrać te łapy, bo sobie tego nie życzę. Oczywiście w bardziej dyplomowany sposób, aby się nie wkurzył. Próbowałam jakoś zmienić temat. Jednak na marne. Ten szaleniec miał tylko jedno w głowie. Prosił mnie, abyśmy zjechali w las i to zrobili. Cały czas odmawiałam. Myślałam, że na serio, gdzieś zjedzie. Do końca drogi zostało nam przejechanie przez same lasy na poboczach. Był bardzo napalony. Próbowałam nadal myśleć racjonalnie, powoli oddychać i zachować spokój. W głowie układałam milion planów na wypadek, gdyby mnie zaatakował. Zbicie szyby łokciem, kopnięcie go w szyję, szybkie wyciągnięcie ostrego druta, którego trzymam na wszelki wypadek taki jak ten. Było tego mnóstwo. Na złość miałam rozładowany telefon, więc Anioł nie miał nawet numerów rejestracyjnych. Dziwne, bo ten staruch na naklejce z przodu szyby miał inne numery rejestracyjne niż z tyłu samochodu. Przez ostatnie minuty drogi wcale się do siebie nie odzywaliśmy. Panowała niezręczna cisza. Jednak wolałam ciszę, niż jego pieprzenie o seksie. Na szczęście nigdzie nie zjechał, nic mi nie zrobił. Gdy wysiadałam spytał się ostatni raz czy nie chcę z nim tego zrobić, odmówiłam po raz 7567565. Wyszłam jak najszybciej mogłam, odpaliłam papierosa i udałam się na przystanek autobusowy. Tym razem miałam szczęście. Już nieraz jeździłam na stopa. Przez ponad dwa lata nic mi się nie stało. Od końcówki 2013 roku jakoś się zniechęciłam. Moja intuicja mówiła mi, że coś się może stać, więc sama łapałam stopa przy naprawdę potrzebnych okazjach. Od wczoraj wiem, że już nie wsiądę do obcego samochodu sama. Miałam wielkie szczęście. Jednak numer rejestracyjny GPU 80JU zapamiętam do końca życia.
Mam nadzieję, że udało mi się komuś otworzyć oczy i popchnąć w kierunku decyzji o zaprzestaniu samotnej jazdy na stopa. Tymczasem zapraszam was na fan page na facebook'u: https://www.facebook.com/poppymiauczak
Klikajcie na banery na pasku bocznym! :)

41 komentarzy:

  1. kiedyś dość często jeździłam na stopa, ale bylo to ok 10 lat wstecz, trochę inne czasy. Wg jak chodziłam do liceum bylo inaczej, bezpieczniej. Wracalyśmy z kuzynka na pieszo spory kawał drogi i obyło się bez przykrych niespodzianek ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty to masz te przygody, brrr... Na szczęście tych prawdziwych psycholi jest stosunkowo niewiele, ale nigdy nie wiadomo co takiemu potencjalnemu świrowi uderzy do głowy. Trzeba uważać, nosić ze sobą pieprz w spray'u - albo po prostu unikać korzystania z okazji i wsiadania do samochodów obcych ludzi...

    OdpowiedzUsuń
  3. Masakra, ja nie wiem czy bym potrafiła powstrzymać wkurzenie i dojechać do celu z takim gościem, chyba kazałabym mu natychmiast sie zatrzymać i spieprzałabym byle dalej od dziada...

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny tekst, na stopa jeździłam kiedyś dużo ( chociaż nigdy sama )...na szczęście trafiałyśmy na normalnych ludzi :)
    Dzięki za kometarz - obserwuję ;)

    Pozdrawiam
    LiliS

    OdpowiedzUsuń
  5. thanks yes of course i follow you
    kiss

    OdpowiedzUsuń
  6. W życiu bym nie wsiadła do stopa! Dziwię ci się, że się nie bałaś.

    OdpowiedzUsuń
  7. Very artistic Have a great and productive week ahead!

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie no, swojego bloga nadal prowadzę :3 Pozostawiam go jednak bardziej w ukryciu dla zwykłych ludzi. I przez najbliższy czas nie zamierzam jakoś specjalnie nic w nim stawiać. Jak na razie nie warto, nie czuję "weny", you know ;D
    Kurcze, szkoda z tymi feriami, bo mi się zaczęły i to byłoby niesamowite gdybym była przy kasie i wbiła do Ciebie na jedne dzień :D (wiesz, wspominałam Ci kiedyś coś na temat tych moich głupich planów :D) Latam jednak goła i niekoniecznie wesoła :( Wieje mi cholernie w portfelu -_- eh...
    No nic, muszę CIę o coś poprosić. Masz spory wpływ na ludzi którzy Cię odwiedzają na blogerze, jak myślisz ? Była by mała możliwość by zareklamować niebawem mój nowy, mały, kiczowaty, dopiero rozwijający się blog, na jednym z twoich postów ? :D

    3maj się Poppy. Mam nadzieję że jednak te moje gadanie z tym wyjazdem się uda :3 Czo o tym sądzisz ? :D

    OdpowiedzUsuń
  9. wiecozrem ogarnę twoją notkę, zapowiada się ciekawie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. No niestety tak to jest z tym łapaniem na stopa. Nigdy nie wiesz jaki popapraniec ci się trafi ;/

    OdpowiedzUsuń
  11. Boże Poppy to okropne zawsze się takich bałam i chociaż perspektywa jazdy autostopem zawsze mi się podobała chyba nigdy nie odważyłabym sie jechać z samym facetem.
    Dobrze,że wszystko ok <3

    OdpowiedzUsuń
  12. lovely blog, follow each other?
    http://sissascorner.blogspot.it/2014/02/theit.html

    OdpowiedzUsuń
  13. No.. ciekawie, nie powiem. Ja kiedyś z moim starszym kolegą wsiedliśmy do samochodu na stopa, a on zaczął nam opowiadać, że w dzisiejszych czasach to lepiej nie wchodzić do aut, szczególnie jak jestem taka malutka, bo jeszcze mnie ktoś zgwałci, a my się tylko śmialiśmy. Hm. No cóż. Mówił prawdę tak szczerze.
    Widać, że jakimś 'superpsycholem' nie był, bo przynajmniej Cię wypuścił, tam gdzie chciałaś. Ale to po prostu miałaś szczęście.
    Aha. List już do Ciebie wysłałam! ☺

    OdpowiedzUsuń
  14. wow you are brave, I would have shit in my pants, I do not trust either in my shadow, so I do not want to go through something similar, you invited me to follow each other GFC, so I did, I see your blog interesting and earnestness to have things that other blogger (myself included) have fear, you also have a similar style to mine, I really like! now it's your turn to follow ... greetings and hugs!

    OdpowiedzUsuń
  15. wow you are brave, I would have shit in my pants, I do not trust either in my shadow, so I do not want to go through something similar, you invited me to follow each other GFC, so I did, I see your blog interesting and earnestness to have things that other blogger (myself included) have fear, you also have a similar style to mine, I really like! now it's your turn to follow ... greetings and hugs!

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeju, jak dobrze ze nic sie nie stalo :o ja nigdy nie jezdzilam stopem, jakos do tego typu podrozy zawsze mialam uprzedzenie, teraz wzrosnie ono jeszcze bardziej.

    OdpowiedzUsuń
  17. Hi, sure I want to follow each other. Following you on gfc, please do the same ;)

    http://mypetitecorner.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. ja jeszcze nie jeździłam na stopa i nie mam zamiaru...

    http://lusia--lusia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja bym chyba nie wytrzymala na Twoim miejscu. Normalnie Cie podziwiam ;)

    http://to-wlasnie-ja-m.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobrze, że nic Ci się nie stało. Nie wiem, jak ja by, postąpiła w takiej sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  21. O kurczę. To się nazywa mieć niefart. Ja chyba od arzu bym wysiadła i poleciała na piechotę... Choć licho wie, może ruszył by w pościg? Sto razy bardziej wole moje kochane pociągi...
    Nie jeżdżę na stopa, jestem zbyt poukładana. Z własnej winy się nigdy nigdzie nie spóźniam ;)
    Kurczę, ja nawet nic przy sobie nie noszę do obrony... Choć patrząc na to, na jakim osiedlu mam szkołę, rodzice zastanawiają się czy załatwić mi gaz pieprzowy...
    Intuicja nigdy nie zawodzi, sprawdziłam to wielokrotnie...

    OdpowiedzUsuń
  22. Nice post!
    Marina
    http://www.maridress.blogspot.it/
    https://www.facebook.com/maridressfashionblog
    http://www.bloglovin.com/maridress
    https://twitter.com/maridressblog

    OdpowiedzUsuń
  23. Zawsze byłam zrażona do samotnych podróży stopem i myślę, że chyba nigdy nie zdecydowałabym się wejść do samochodu sama, ponieważ słyszałam wiele historii, właśnie takich jak Twoja. Dobrze, ze nic Ci się nie stało!

    OdpowiedzUsuń
  24. Jestem strasznie wrażliwa.Popłakałam się.Serio.
    Nigdy nie jechałam i nigdy nie pojadę na stopa.

    OdpowiedzUsuń
  25. Of course we can follow to each other,following, check out my blog :)

    www.anetesdomas.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  26. O Boże,dobrze,że nic Ci się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
  27. Thanks for your comment on my blog. Sure, I'd love us to follow each other. Let me know what platforms you follow me on and I'd reciprocate the follow. Thank you. Latest post on my blog is A Cultural Tango

    Louisa Moje
    http://lapassionvoutee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. hi dear thanks for visiting my blog and sure i would love to follow each other just let me know where you followed me and I'll surely follow back =) hugs http://anotsosecretlife2011.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. matko masakra co za człowiek !!!
    ja bym nigdy nie wsiadła do takiego auta .

    OdpowiedzUsuń
  30. hello,my name is Poppy
    No matter what you're going through, it's always better if you have people to share it with.
    thank you for sharing this to us ,enjoy here
    love the photos all!!!
    Hope to be your friend soon Pls post more!
    Would you like to follow each other? Just let me know in my blog
    hope you can check my blog and share beauty:
    http://me-poppy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  31. Na szczęście nigdy nie próbowałam jeździć "na stopa", ponieważ wiem jak to się może skończyć. Poza tym jak stoję np. na pasach i przejeżdża ciężarówka, to to w jaki sposób patrzą się kierowcy na każdą stojącą kobietę po prostu mnie obrzydza.

    OdpowiedzUsuń
  32. Nigdy nie jezdzilam na stopa, ale chcialabym kiedys sprobowac. :)
    Ale bym raczej zdecydowala sie na jakas kobiete (mniejsze ryzyko) :)

    OdpowiedzUsuń
  33. jakaś katastrofa . -.- na pewno nie wsiądę sama do obcego samochodu . o nie !

    OdpowiedzUsuń
  34. Miałam na myśli to,że jeśli kładziemy się spać naprawdę zmęczeni,wtedy naprawdę sie żyje :)

    OdpowiedzUsuń
  35. o rany... Poppy, woź ze sobą gaz pieprzowy, tylko nie używaj go w samochodzie ;)
    serio. straszne. ja też jeździłam sama z facetami ale niewiele razy, nigdy nic wielkiego się nie stało... Twoja historia jest straszna, całe szczęście, że nic się nie stało. aż mi się przypomniał zboczeniec, który mnie zmacał w metrze... uważaj na siebie, proszę

    OdpowiedzUsuń
  36. Bardzo nieciekawa sytuacja. Ja sama nigdy stopem nie jezdziłam - jestem za wielkim tchórzem ! Boję się. Ostatnio z siostrą odkryłyśmy stronę blablacar ( dość popularną teraz wśród studentów) i co do tego rodzaju transportu też miałam wiele obaw - choć pozornie to bezpieczne, bo gwarancji, że dojedziesz w jednym kawałku nigdy nie ma. Przełamałam się i wsiadłam do auta z obcymi ludźmi , nie sama z siostrą i powiem, że bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Mili, sympatyczni kierowcy, przewózka za małe pieniądze. Polecam!
    Co do Twojej 'akcji' z dziadkiem - ja bym chyba ze strachu umarła! Chyba trzeba się zaopatrzyć w jakiś gaz łzawiacy czy scyzoryk albo w auto ^^, żeby czuć się bardziej bezpiecznie. Nie myślałam o takich pomocach?:)

    OdpowiedzUsuń
  37. cool song!!
    Follow me on http://laviecestchic.blogspot.it

    OdpowiedzUsuń
  38. Straszne przeżycia, miałaś szczęście. Też uważam, że samotne podróżowanie stopem nie jest rozsądne. Obyś już nigdy nie trafiła na takiego faceta! :) dziękuję za odwiedziny :))

    OdpowiedzUsuń
  39. Chyba nigdy nie będę łapać stopa(no chyba, że z kimś) :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Szkoda, że takie sytuacje się zdarzają. Dobrze, że ostatecznie ten gość nic Ci nie zrobił. Ja staram się zawsze jeździć z kimś i słuchać intuicji. Do tego gaz pieprzowy czy chociażby dezodorant zawsze pod ręką. I spisywanie numerów rejestracyjnych plus wysyłka do rodziców czy chłopaka. Ale dobrze, że w sieci są takie historie, bo zawsze trzeba pamiętać, że jazda stopem to pewne ryzyko. I mieć oczy i uszy szeroko otwarte. W takie sytuacji chyba najlepiej było poprosić gościa żeby się zatrzymał na stacji benzynowej i podziękować za dalszą wspólną podróż. O ile była jakąś stacja po drodze.

    OdpowiedzUsuń